ZA’ATAR I WOJNA: Prijevod priče i intervju na poljskom


Z chorwackim pisarzem i reportażystą Hrvoje Ivančiciem o wojnie w Syrii rozmawia Ivana Drenjanin

Rita Baum je poljski magazin za književnost i umjetnost, a o ratu u Siriji i o zbirci priča “Za’atar” s autorom je razgovarala Ivana Drenjanin. 

Ulica u Damasku

Ivana Drenjanin: W ciągu ostatniego roku, kiedy przez szlak bałkański ruszyła rzeka uchodźców, wszyscy zapoznali się mniej więcej z sytuacją w Syrii. Choć wojna trwa już pięć lat, konsekwencje tego konfliktu stały się jaśniejsze niż kiedykolwiek. Reakcje na uchodźców były różne, jedni sprzeciwiali się, inni byli chętni, by pomóc. Mało kto pozostał obojętny. Jako ktoś, kto przebywał w Syrii w czasie wojny, jak doświadczyłeś sytuacji uchodźców na Bałkanach?

Hrvoje Ivancic: Nie dziwię się, że społeczeństwa, dla których wiadomości w mediach głównego nurtu są zredukowane do plotek politycznych i w ogóle do plotek, bez jakiejkolwiek analizy wydarzeń na świecie, są zszokowane napływem uchodźców z Syrii. Trzeba podkreślić, że uchodźcy przedostają się przez Morze Śródziemne już od 20 lat i że to nie jest niczym nowym, ale teraz np. Bałkany zostały porażone ich wielką liczbą. W trakcie napływu imigrantów wzrosło zainteresowanie wydarzeniami w Syrii, ale po zakończeniu fali znów zapadła cisza. W zasadzie zobaczyłem, że w większości moi współobywatele są chętni, by pomóc, nawet ci, którzy wcześniej narzekali. Pojawiły się na pewno skrajne teorie o ataku na Europę i podobne bzdury – możemy mówić o przyczynach geopolitycznych, o stronach konfliktu, o tym jak Niemcy zaprosili uchodźców itd., ale kiedy spotykamy na drodze człowieka, który w torbie ma cały swój majątek, wtedy zostaje tylko on, wy i chęć pomocy lub nie. Ale uciekinierzy przede wszystkim chcieli iść do Niemiec. Czy jest komplementem dla nas, że nie chcieli zostać w Serbii lub Chorwacji? Tego nie wiem. Ale już na pytanie, czy „zaproszenie” uchodźców do Niemiec jest dziwne, odpowiedziałbym: tak. Jeszcze gorsza jest turecka manipulacja falą uchodźców, aby przyspieszyć negocjacje z UE. A w końcu powiem tylko, że w stolicy Syrii, Damaszku, obecnie żyje aż trzy i pół miliona uchodźców.

Dwadzieścia lat temu mieliśmy podobną sytuację na Bałkanach. Wielu ludzi z naszego regionu szukało pokoju za granicą. Ponadto było mnóstwo przeciwników udzielania pomocy uchodźcom. Jak sądzisz, co jest przyczyną takich poglądów? Czego ludzie najbardziej się boją? Czy mają powody do strachu?

Ludzie boją się nieznanego, jest zawsze tak samo. Ponadto istnieją pewne grupy, które lubią nabijać polityczne punkty w każdej sytuacji, potem karmią nimi naiwne masy, co kończy się histerią. Nie jest trudno wywołać chaos wśród mas. Uchodźcy byli rozmieszczeni na całych Bałkanach, a my mieliśmy doświadczenie, które mogliśmy wykorzystać. Wierzę również, że nasze kraje nie dysponowały zasobami dla na przykład 500 tysięcy ludzi. Pytanie brzmiało: co, jeśli pozostaną? Z pewnością byłby to kłopot, ale Europa jest w stanie wchłonąć taką liczbę uchodźców i myślę, że to ogólnie nie jest to problemem. Bardziej mnie przeraża to obudzenie skrajnej prawicy, której argumenty często popadają w sprzeczność. Na przykład: z jednej strony imigranci są  leniwi i żyją z pomocy społecznej, a z drugiej: imigranci zajmą nasze miejsca pracy. Najkrótszy sąd logiczny mówi nam o sprzeczności, bo jeśli oni są leniwi, to jak zajmą nam miejsca pracy?

Kiedy pierwszy raz odwiedziłeś Syrię i jak się zdecydowałeś na tę podróż?

W 2007 roku. Wtedy pojechałem autostopem z Chorwacji z czystej ciekawości i pasji do podróżowania. To było przed wojną, kraj zaczął otwierać się, przyjeżdżała coraz większa liczba turystów, ale czuło się, że system jest sztywny, chociaż choćby z powodu świeckości państwa cudzoziemcy mogli czuć się bardzo komfortowo.

Ile czasu tam spędziłeś? Co zrobiło na tobie największe wrażenie?

Przed wojną spędziłem miesiąc w Syrii, a podczas wojny jeszcze miesiąc, dwukrotnie, przebywałem w obozach dla uchodźców w Libanie i w Jordanii. Bardzo traumatyczne przeżyciem było dla mnie oglądanie publicznej egzekucji w Aleppo w 2007. A także przejście w tunelami na przedmieściach Damaszku, wykorzystywanymi do walk w okopach, zaledwie trzydzieści metrów od rebeliantów. Nie chciałbym wchodzić w szczegóły, ale jeśli widzicie, jak się człowiekowi łamie kark lub kiedy po plecach przechodzą wam ciary w oczekiwaniu na granaty, w każdym razie wrażenie pozostaje.

Pogled na Homs

Niedawno ukazał się zbiór twoich opowiadań Za’atar, którego tematykę stanowi życie ludzi na Bliskim Wschodzie podczas konfliktu. Twoje opowiadania są, tak samo jak tytuł książki, mieszanką orientalnych przypraw, zajmujesz się różnymi sprawami, często i tymi, o których się milczy, takich jak mieszane związki lub homoseksualizm. Jakie są reakcje publiczności na te tematy tabu?

Moja książka ma czarną obwolutę, tak jak Bliski Wschód jest teraz miejscem przesłoniętym czarnym kolorem. W opowiadaniach jest wielu ironii i czarnego humoru, a tabu tematy, takie jak pary homoseksualne lub prostytucja są na pewno ważne, ponieważ tacy ludzie na Bliskim Wschodzie po prostu żyją i jak wszyscy przechodzą przez ponury okres. Niektóre opowieści są inspirowane przez prawdziwych bohaterów,  inne to opowieści, które słyszałem. Wszyscy są sprzygnieceni ciężarem regionu, w którym żyją.

Jak wygląda życie w teraźniejszej Syrii? Czy możliwie jest wykonywanie codziennych obowiązków – chodzenie do pracy, szkoły?

W większości kraju codzienne czynności, niezbędne do przetrwania społeczeństwa, są niemożliwe. W szpitalach brakuje leków, dzieci nie chodzą do szkoły, brakuje paliwa lub sprzedaje się je po nienormalnie wysokiej cenie, jest mało żywności. Fakt, że ONZ, Światowy Program Żywnościowy, troszczą się o ponad cztery miliony Syryjczyków, dużo mówi. Ale życie jest najlepiej zorganizowane w Damaszku. Choć liczba ludności podwoiła się, ze względu na napływ uchodźców, i wzrosła z trzy i pół miliona do siedmiu milionów, instytucje funkcjonują, wolontariusze pracują w szkołach i bezpieczeństwo jest na bardzo wysokim poziomie.

W opowiadaniu Czerwona suknia ślubna piszesz o obozie dla uchodźców. Napisałeś, że pary spacerują jak na wakacjach, a nie na nieprzyjaznym ternie północnej Jordanii. O co dokładnie chodzi –  pobyt czasowy czy symulacja życia?

Największy obóz znajduje się w pobliżu granicy na północy Jordanii. W obozie Zaatari wtedy, w 2013 roku, było nawet 200 tys. ludzi i codziennie przybywało tysiąc nowych osób. Byłem zaskoczony zaadaptowania się Syryjczyków do nowej sytuacji. Jeden człowiek wynajmował w swoim sklepie suknie ślubne, średnio dwie dziennie, jak powiedział. Także w zaimprowizowanym oddziale położnictwa rodzą się dzieci i życie w jakiś sposób płynie nadal.


Hrvoje_wywiad


W tym samym opowiadaniu zajmujesz się jeszcze jednym problematycznym tematem: sprzedażą dziewczynek. Ile dzieci cierpi w ten sposób?

Trudno mi powiedzieć o liczbie dziewcząt przymuszanych do małżeństwa, ale w rzeczywistości ze względu na pragnienie osób zamożnych, zdarza się to dość często. Zachęca się również mężczyzn w Syrii do poślubiania większej liczby żon, bo wielu ludzi zginęło w czasie wojny. Te dwie rzeczy nie powinny być łączone. Ale czasami się nakładają.

Ogromna liczba ludzi opuściła swój kraj, wielu z nich straciło życie, wśród nich było wiele dzieci. Często słyszy się głosy sprzeciwu, że w konwojach z uchodźcami są nie tylko kobiety, dzieci, ludzie starzy, ale też młodzi, zdrowi mężczyźni. Jaka jest twoja opinia na ten temat?

Syria jest jedynym krajem w historii, którego ludność pięcdziesięciu procentach pozostaje na wygnaniu. Mówienie, że mężczyźni powinni pozostać w swoich domach i walczyć, dowodzi tylko brak wiedzy. Kto może być tak śmiały, by mówić innym, że należy wziąć broń i strzelać do ludzi? Gdy masz już dość wojny, chcesz ratować rodzinę, bierzesz cały majątek, który możesz wziąć, i uciekasz. Fakt, że w fali uchodźców wielu ludzi nie było Syryjczykami, to inna historia. Skorzystali z okazji i Afgańczycy, i Nigeryjczycy, i Sudańczycy itd.

Ulica Jobar u Damasku

Opowiadanie Wióry wspomnienia mówi o straszliwym cierpieniu w łodziach, o czym niechętnie się pisze oraz mówi. Niektórzy z płynących nie docierają do miejsca przeznaczenia. Podczas podróży zdarzają się różne nieprzyjemne sytuacje – oszustwa, rozboje, nawet pobicia. Czy istnieje możliwość, żeby przynajmniej podczas podróży ludzie byli bezpieczniejsi?

Ludzie ze statków to rzeczywistość ostatnich dwudziestu lat. Od wojny w Syrii intensywność przyjazdów w ten sposób tylko wzrosła. Dla mnie największa odpowiedzialność spoczywa na przemytnikach oraz skorumpowanej władzy, która przymyka na to oczy. Opinia publiczna powinna być dostatecznie poinformowana o tym problemie, by pracować nad tym, aby uciekinierzy nie dostawali się na stare, niepewne łodzie, które kończą na dnie Morza Śródziemnego.

Odwiedziłeś obozy dla uchodźców w Chorwacji lub Serbii. Jak to wygląda?

Nie spędziłem wiele czasu w obozach w Chorwacji. Przyglądałem się uchodźcom od Zagrzebia do granicy ze Słowenią. W pewnym momencie było naprawdę ciężko. Kordony policji, wrząca masa ludzi i szokująca sytuacja dla wszystkich. Ale cieszę się, że w pomoc zaangażowało się wielu wolontariuszy, przechodnie podawali jedzenie i wodę. To wszystko wydawało się surrealistyczne. Nagle setki Arabów przechodzą równiną sławońską.

Wśród uchodźców jest duża liczba osób z wyższym wykształceniem. W przyszłości mogą one przyczynić się do rozwoju europejskiej kultury, gospodarki, nauki lub edukacji. Skąd więc ten strach i opór w Europie, aby ich zaakceptować? Czy istnieje sposób, aby zmienić stan umysłu?

Wydaje mi się, że pewna obawa pochodzi z obecnego doświadczenia europejskiego, które mówi, że integracja i koncepcja społeczeństwa wielokulturowego nie powiodła się tak dobrze. Ale nadal jestem zdania, że różne kultury mogą współistnieć ze sobą, wzajemnie się uczyć i rozwijać. Ważne jest, aby zaakceptować świeckie reguły i prawa. Pojedynczy incydent kojarzony z islamem może podważyć cały wysiłek pomocy ludziom oraz ich integrowania ze społeczeństwem. Odpowiedzialność za integrację spoczywa na każdym z nas, a także na uchodźcach.

Gdyby któryś ze znajomych przekonywał cię, że nie trzeba przyjmować uchodźców, jakimi byś mu odpowiedział argumentami?

Pierwszym argumentem byłaby postawa w pełni humanistyczna. Oprócz tego, że ktoś obserwuje wielką liczbę uchodźców statystycznie, składają się na nich jednostki potrzebujące pomocy. Wierzę, że każdy problem ma zarówno przyczyny, jak i rozwiązanie.

Ulica Homs

Koniec konfliktu nie nadchodzi, katastrofa humanitarna nadal trwa. Sądzisz więc, że istnieje trwałe rozwiązanie dla wszystkich tych ludzi, którzy nadal szukają zbawienia daleko od swojego kraju? Czy ktoś z nich wrócił?

Na ile jestem zaznajomiony z sytuacją, nikt z uchodźców jeszcze nie wrócił. Jestem pewien, że miliony ludzi, którzy mieszkają w obozach na Bliskim Wschodzie, będą jak najszybciej wracali po zakończeniu tej długotrwałej wojny. Ale kompromisowe pomysły na jej zakończenia są niestety eliminowane jeden po drugim. Ze stałym przepływem broni przez granicę Syria ma szansę stać się nowym Afganistanem.

Planujesz tam wkrótce znów jechać?

W sierpniu wybieram się w podróż do Indii, ale nie jako reporter, to będzie zwykła przyjemność poczucia drogi pod nogami.

Kiedy zamkniesz oczy i pomyślisz o Syrii, jakie masz pierwsze trzy skojarzenia? Jaki zapach ma za’atar?

Miasto pełne ludzi o różnych kolorach i żółte taksówki, piosenki libańskiej diwy Fairuz dochodzące z radia, starożytność, długa historia podsumowana w meczecie Umajjadów. Za’atar  ma gorzki smak, głównym składnikiem jest oregano, ale w mieszance jest macierzanka i tymianek. Dlatego pachnie jak rośliny przyprawowe.

 


Hrvoje Ivancic                      

Czerwona suknia ślubna

(fragment)

ivancic_korice

Siedzieli w kręgu jej ojciec, matka, stryj i dwóch starszych braci. Kawę spożywano z hal[1], a papierosy były pierwszorzędne, podarunek gościa. Był to człowiek po pięćdziesiątce, o wypielęgnowanej twarzy, pachniał najlepszymi perfumami.

— Zobaczyliśmy pana ogłoszenie i pomyśleliśmy, że mógłby pan być zainteresowany. Ona wygląda dokładnie jak dziewczyna, jakiej pan szuka: długie czarne włosy, przymilna twarz, jest mądra i szanuje wartości islamu, a ponad wszystko wielbi Allaha. Niech pan zobaczy i oszacuje sam, to nie w moim stylu mówić zbyt wiele. Oczy są najlepszym narzędziem człowieka – powiedział ojciec z gęstym wąsem.

Gość bierze tespih[2], obraca paciorki, dotyka klawiszy na swojej ozdobionej klejnotami komórce. Kieruje kamerę ku Safihi i ją fotografuje. Milczy jeszcze chwilę, potem mówi:

— Szanowny panie, mam nadzieję, że będziemy współpracować. Ostatecznie moim obowiązkiem jest pomóc wam i jej, pomóc waszemu nieszczęśliwemu narodowi. Tylko nie śpieszmy się, muszę jeszcze skonsultować, muszę zobaczyć – powiedział Saad.

Safiha obserwowała i słuchała przez cały czas. Chociaż dialekt języka arabskiego, którego używali, trochę różnił się od jej własnego, wszystko rozumiała. Matka trzymała ją za ręce i prawie uroniła łzę. Człowiek mógł w jej oczach zobaczyć spalone mieszkanie, dom który musieli opuścić. Można było zobaczyć rozniesione zwłoki krewnych. Kilka walizek, w które powrzucali swoje rzeczy i odjechali, nikt ich o nic nie pytał, ze strachu, nie z powodu przekonań politycznych.

Gość powiedział, że wróci za tydzień, ale że w sumie umowa jest ważna i można uważać ją zazawartą. Na koniec wsadził do kieszeni głowy rodziny sto dolarów w podzięce. Jego filiżanka kawy pozostała nietknięta.

W kolejnych dniach matka wyjaśniała swojej córce, o co chodzi.

— Sama zrozumiałaś, nie jesteś już dzieckiem. Wiesz, w jakiej sytuacji się znaleźliśmy, wiesz że nam trudno. Ledwo co uratowaliśmy głowy. Moje dziecko, nie martw się. Zobaczyłaś pana. Cały jest wyrafinowany, delikatny i będzie się o ciebie troszczyć. Przede wszystkim to ci pomoże, ale i nam też. Obiecał pomóc całej rodzinie po wzięciu ślubu. Przeprowadzi nas wszystkich do Arabii Saudyjskiej i będziemy blisko. Będziemy się często widywali. Obiecał, że twojemu ojcu zaraz wypłaci pięć tysięcy dolarów. Czy ty wiesz, moje dziecko, ile to jest pieniędzy? Twój ojciec nie może tyle zarobić w dwa lata, zrestą i tak wcale nie może pracować. Jesteśmy niewolnikami, jesteśmy uzależnieni od pomocy humanitarnej. Ile razy w tygodniu idziesz do sklepu? Wiem, nie mów mi. Idziesz tylko raz i wtedy jest już po drobiazgach. Wyobraź sobie, ile razy będziesz szła z tym człowiekiem. Możesz nawet przeprowadzić się do centrum handlowego, bo on może kupić ci to centrum. To jest człowiek o wysokiej moralności, który czci Allaha. Czy ty widziałaś, jakim jeepem przyjechał? Ponadto nie jechał sam, ma swojego kierowcę i jeszcze ochronę. Ma przestronne mieszkanie w Ammanie, w elitarnej części miasta. Obiecał, że na początku będziecie mieszkać tutaj, to nie jest nawet sto kilometrów odległości. Będziemy blisko. Później, kiedy uzyska zezwolenie na przekroczenie granicy, i ty, i my pojedziemy do naszego nowego domu. Wszystko będzie w porządku – matka mówiła szybko i ekscytująco, a Safiha słuchała o wydarzeniach, na które nie miała wpływu.

Jedyne, co powiedziała, to było życzenie, które musieli spełnić:

— Kupcie mi czerwoną suknię ślubną.

Po tygodniu Saad znowu pojawił się w drzwiach ich kontenera. Tym razem w rękach miał prezenty dla całej rodziny, pięć tysięcy dolarów dla ojca i w specjalnym opakowaniu piękną, czerwoną suknię ślubną ze sklepu w obozie.

Hamdulillah [3]– powiedział ojciec, ścisnął ręce gościa i pocałował go w policzek. Był szczęśliwy, bo wreszcie zawarł umowę.

 

Tłumaczyła Ivana Drenjanin

[1] Hal (arab.) – kardamon, przyprawa, pochodzi ze wschodu.

[2] Tasbih, tespih, tesbih (arab. subha) – muzułmański różaniec.

[3]  Hamdulillah (arab.) – Dzięki Bogu.

 

_MG_5150
Sirijski kršćani još uvijek govore jezikom Isusa Krista

Sirijska kršćanska zajednica, čiji korijeni sežu unatrag dvije tisuće godina, jedna je

salon vjenčanica, iznajmljuje se u prosjeku jedna dnevno
Il vestito da sposa rosso

A lei sembrava un gioco. Sebbene avesse già tredici anni, giocava ogni

deva
Kratka priča: “Deva”

On je čuvao devu u Kapadokiji. Tu prokletu, izmučenu, mršavu i nikakvu